Ibuprom | Dla Niepokonanych

X

Na granicy dwóch światów

Jak to możliwe że mała komórka tworzy tkankę a tkanka organizm? Jak wywołać uśmiech na twarzy pacjenta? Dlaczego czasem wszystko wymyka się spod kontroli...

Głosów: 259 115 miejsce w rankingu odsłon profilu: 1831
2009-08-22

North Humberside Riding Centre

Od miesiaca pracuje dla North Humberside Riding Centre, w malej miejscowosci Easington polozonej nad morzem w polnocno-wschodniej Anglii. Zdobywam doswiadczenie w pracy z konmi a takze z ludzmi, rowniez z ludzmi niepelnosprawnymi, ucze sie jezyka angielskiego.

 Kilka dni temu, gdy pracowicie wypelnialismy swoje obowiazki, niespodziewanie zjawil sie obcy mezczyzna, krzyczac by wezwac pogotowie ratunkowe, bo nieopodal mial miejsce wypadek. Wraz ze mna pracowal Steven oraz Christina.

- Stay here! - krzyczy do mnie Christina i wraz z Stevenem biegnie w kierunku ktory wskazal mezczyzna. Stoje jak wryta. Mam zostac? Bo niby ona ma wieksze doswiadczenie w udzielaniu pierwszej pomocy? Jakas nieznana sila nie pozwala mi zostac.

Przy drodze lezy... tak, to Arthur, 20-letni chlopak narodowosci francuskiej, ktory pomaga nam w pracy kazdego dnia. Wspanialy, dobry czlowiek. Nad nim pochyla sie dziewczyna ktora udziela pomocy. Obok stoi samochod. W pierwszym momencie pomyslalam ze Arthur zostal potracony przez samochod. Pytam co sie stalo. Nie wiadomo. Znalazla go lezacego na ziemi. Spogladam na Arthura. Hiperwentylacja, wzmozone napiecie miesniowe, przyspieszona akcja serca, slinotok. Przypominam sobie napad padaczki, ktorego swiadkiem bylam po raz pierwszy juz jakis czas temu. Dziewczyna niezle sobie radzi wiec ja jedynie pilnuje tetna. Nie pamietam angielskiej nazwy choroby. Zle sie z tym czuje, bo dziewczyna pyta siostre Arthura czy jej brat choruje na cukrzyce.

Siostra Arthura odnajduje leki w pokoju Arthura. Alprazolam. Tak myslalam. Arthur odzyskuje swiadomosc, wymawia po angielsku nazwe choroby. Wszyscy sa zaskoczeni. Ja nie, ale glupio sie czuje, przeciez wiedzialam.

Praca tutaj jest bardzo ciezka, pieniadze marne a wlascicielka bardzo kasliwa. Ale tak sobie mysle, warto bylo przezyc kazda chwile w tym miejscu, chociazby po to zeby znalezc sie w trudnej sytuacji, gdy niezbedne jest udzielenie pierwszej pomocy, mimo iz nie zna sie dobrze jezyka, oraz po to aby po raz kolejny ujrzec napad padaczki. Doswiadczenia ktore tu zdobylam nie zamienilabym na zadne inne.

Za kilka dni udaje sie w okolice Birmingham. Bede pracowac do konca wrzesnia; rowniez z konmi lecz w innym miejscu.  

Glosowanie sie konczy a niestety jestem w Anglii i nie mam mozliwosci zamieszczenia zdjec ktore tu zrobilam. Ponadto pisze bez uzywania polskich znakow, za co przepraszam.

2009-07-27

Dotknąć RAKA / "Przyglądanie się śmierci to straszne doświadczenie, które skraca życie".

Rok czwarty.

Czułam się dużo pewniej na zajęciach z interny. Polubiłam chirurgię. Asystowałam przy operacji tętniaka aorty. Byłam szczęśliwa.

Ogromnie interesujące były dla mnie zajęcia z medycyny uzależnień. Rozmowy z narkomanami i alkoholikami. Zadawaliśmy mnóstwo pytań. Niejednokrotnie trudno nam było uwierzyć, że ktoś zaczyna brać i nie potrafi przestać. Jednocześnie uświadomiliśmy sobie, że powodów jest tyle samo, ilu jest narkomanów.

No i słynna farmakologia. Mówi się, że jeśli student zda anatomię, wie że będzie lekarzem; jeśli zda farmakologię, wie KIEDY będzie lekarzem. Ja już wiem. :D ;)

 

Tydzień temu zakończyłam najlepsze w życiu praktyki. Chirurgia. Czasem sobie myślę, że dobrze że pacjenci śpią podczas operacji i nie słyszą rozmowy lekarzy. Były chwile, gdy nie mogłyśmy z koleżanką ustać na nogach; ze śmiechu. Nie raz splułam całą maseczkę chirurgiczną.

Codziennie asystowałam do operacji, na zmianę z koleżanką. Nauczyłam się używać stapplera, nożyczek, igły i nici. Dotykałam jajników, moczowodów, jelit, naczyń, wątroby i wszystkiego, co było w zasięgu pola operacyjnego. W ostatni dzień praktyk upiekłyśmy pyszne ciasta. Nie był to jednak miły dzień.

Planowana gastrektomia z powodu nowotworu. Otwieramy jamę brzuszną. Rozsiew. Zajęta sieć, otrzewna, wątroba... . Dotykam raka, dotykam śmierć. Miliony „nowotworków”. „Nowych potworków”. Chirurdzy rozkładają ręce. Na sali zapada milczenie, jak nigdy. Zaszywamy. Pacjentce zostało kilka tygodni życia. Na granicy dwóch światów.
2009-07-27

Rok trzeci

Trzeci rok był dla mnie dużo radośniejszy. Miałam Neurona. Jeździłam do niego kiedy tylko mogłam, a czasem nawet kiedy nie mogłam, czyli kiedy do kolokwium pozostawało niewiele czasu. Był to mój sposób na zapomnienie o wszystkim, jedyny sposób by zapomnieć o nauce i studiach.

Było bardzo ciężko. Często zajęcia trwały do późnego popołudnia. Brakowało czasu na naukę. Zasypialiśmy na porannych zajęciach z patofizjologii. Również ze względu na ich wartość merytoryczną.

Patomorfologia była dość ciekawa. No może poza zajęciami przy mikroskopach. Któregoś dnia zostaliśmy poinformowani, że po seminarium jesteśmy proszeni o zejście do prosektorium.

Niska, szczupła blondyneczka okazała się patomorfologiem. Rozkroiła zwłoki jak świnię, po kolei omówiła na głos wszystkie zmiany w narządach, upchnęła wszystko z powrotem do wnętrza rozprutego ciała, zaszyła i było po „przedstawieniu”. Na granicy dwóch światów.

 

- Czy widząc tę panią na ulicy powiedziałbyś że robi to, co dziś ujrzeliśmy? –zapytałam mojego najlepszego kumpla.

-  Powiedziałbym raczej, że ta pani jest sekretarką, codziennie rano pije w pracy kawkę i czyta kobiece czasopisma. :D

Co do tego byliśmy zgodni.

Byłam wyczerpana trzecim rokiem. Ciężko było zabrać się do przygotowań do egzaminów. Po egzaminie z patomorfologii byłam pewna, że ten kto układał egzamin nie ma zbyt dobrze w głowie. Statystyki, procenty... test rozwiązałam z zamkniętymi oczami ( i wcale nie dlatego że był taki łatwy;)

 Kolejne były słynne mikroby. Wypracowania gorsze niż na maturze. Już miałam zamiar oddać pustą kartkę... . Zostałam. Napisałam trochę bzdur.

Przed patofizjologią byłam już tak zrezygnowana że było mi wszystko jedno.

Zdałam. Całe wakacje dla mnie.

Praktyki z interny. Zdecydowałam pojechać na obóz internistyczny. Koleżanka ostrzegła, że obóz jest bardzo poważny i pracujemy na nim jak prawdziwi lekarze. Nie wierzyłam.

 A jednak było tak jak mówiła. Pracę w szpitalu zaczynaliśmy o 8:00, kończyliśmy późnym popołudniem. Picie do późnych godzin nocnych, czasem do rana. W pewnym momencie pacjenci zaczęli pytać, czy na pewno się wszyscy dobrze czujemy. :] Musieliśmy wyglądać jak stado Zombie.

Nawet w weekendy trzeba było sprawdzać, czy nie przybyli nowi pacjenci i zebrać wstępny wywiad. Zaczęły się pierwsze trudne rozmowy z pacjentami i ich rodzinami. Pierwsze wypisy ze szpitala, pierwsze zlecenia badań, po raz pierwszy własnoręcznie wypisywane recepty.

Był czas na rozrywkę. Udawało się go znaleźć. Znajdowaliśmy czas na wszystko. Ale obóz był bardzo męczący. Nie były to wakacje a ciężka praca.

24-godzinny dyżur. Trzecia w nocy. Nagłe zatrzymanie krążenia u 70-cio letniego mężczyzny. Prowadzimy resuscytację krążeniowo-oddechową. Na zmianę, przez 40 minut. Przed godziną pacjent rozmawiał z nami, cierpiał, ale wciąż się uśmiechał, dziękował za opiekę.

Już z nami nie rozmawia. Cisza. Pustka. Na granicy dwóch światów.

 
2009-07-27

Mały sukces

Drugi rok. Planowałam uczęszczać na koło anatomiczne lub chirurgiczne. Kilka miesięcy temu. Nie chce mi się, mam to gdzieś. Boję się że mnie wyrzucą.

 

Drugi rok rozleniwia. Tak mówią starsi studenci. Zajęć mniej, ale nie zauważyłam, żebym się mniej uczyła. Może to strach przed kolejnym, komisem każe wciąż się uczyć.

 

Egzaminy. Strasznie się boję. Prawie nie odchodzę od książek. Kończę rok zdobywając stypendium naukowe. Udowodniłam sobie że potrafię, może jednak mnie nie wyrzucą.

 

Praktyki po drugim roku wspominam bardzo źle. Wiem jedno, nigdy więcej nie będę odrabiała praktyk w szpitalu w moim rodzinnym mieście.

 

Podczas wakacji dostaję pracę w stajni niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Zaczynam rozwijać swoją wieloletnią miłość do koni oraz do jeździectwa. Jestem szczęśliwa z tego powodu.

Na początku listopada dostaję pod opiekę konia w jednej z najdroższych stajni w Polsce.

-          Jak ma na imię?

-          Neuron.

-          Jak??? – dopytuję.

2009-07-27

Trochę praktyki i człowiek się gubi

Praktyki wakacyjne. Pielęgniarstwo. Uczę się pielęgnować pacjentów. Staram się powstrzymać obrzydzenie i odrazę gdy widzę kał, mocz, krew; gdy czuję nieprzyjemny zapach. Pierwsze kilka dni to ścielenie łóżek. Częściowo jest to efekt wyręczania się nami przy niezbyt przyjemnej robocie, przez pracujący na oddziale personel.

Wreszcie coś w zamian. Idę do pierwszego wkłucia. Rezygnuję. Ze strachu. Pielęgniarka wkłuwa igłę. Krew. Pacjent syczy z bólu. Zmuszam się do tego, aby patrzeć. Zawsze bałam się krwi. Moja wola jest jednak silniejsza od strachu. Nie mdleję.

Kolejna okazja. Idę z pielęgniarką do pacjenta, który okazuje się być ratownikiem medycznym. Rezygnuję. Ze strachu. Mężczyzna nie daje za wygraną. Albo ja się wkłuwam, albo nikt. :D Dobra, sam Pan chciał – wbijam wenflon i przekłuwam żyłę. Głupio mi. Ratownik podaje drugą rękę. Stanowczo protestuję. Za namową pielęgniarki wbijam jednak ponownie wenflon, tym razem lepiej, ale pozwalam dokończyć mojej nauczycielce.

Pierwszy raz na bloku operacyjnym. Zostaję postawiona pod ścianą przez jedną z sanitariuszek, dziesięć metrów od stołu. Laparoskopia. Pytam stojącą obok mnie panią o to, czy to co aktualnie widać na ekranie to przewód żółciowy wspólny. Patrzy na mnie jak na kosmitę, bąka coś pod nosem i wychodzi.

Po operacji spotykam w windzie znajomego ratownika. Pokazuje mi arcydzieło mojego autorstwa – wielkiego siniaka na przedramieniu. Znów głupio się czuję.

Mijają dwa tygodnie. Powoli zaczynam „łapać” co i jak. Poznaję pacjentów i ich rodziny. Mijam płaczącą na korytarzu córkę umierającej. Zmieniam kroplówkę panu z rakiem trzustki. Później biegnę na blok. Wracam po dwóch godzinach. Dowiaduję się, że pacjent nie żyje.

Tak, chcę zostać lekarzem. Na granicy dwóch światów.

 

Wakacje z anatomią. Egzamin. Brakuje jednego punktu do tego aby zdać. Znowu. Ląduję na komisie. Już mi wszystko jedno.

2009-07-27

Pierwsze starcie

Próbowałam czasem zapomnieć o nauce. Uciekać w muzykę. Nawiązałam kontakt z zespołem muzycznym. Pragnęłam jak dawniej uczęszczać do szkoły muzycznej. Nie było czasu. Potrafiłam myśleć tylko o tym, że nie zdążę się nauczyć na czas. Z mojej innej pasji - malarstwa, pozostały tylko konie na ścianie. Poddałam się. Porzuciłam wszystko inne dla medycyny.

  Tydzień mijał jak jeden dzień. Miesiąc jak tydzień. Życie toczyło się od weekendu do weekendu. Gdyby nie wspaniali ludzie z którymi dzieliłam studencki los, byłoby dużo trudniej. Spotykaliśmy się czasem w akademiku. Czasem... .

Egzamin z histologii był najbardziej stresującym egzaminem w moim życiu. Dziesięć minut przed końcem „przemiła” pani która nadzorowała przebieg testu, powiedziała że bardzo jej przykro, że już nie zdążę wypełnić karty odpowiedzi. Nic wielkiego... sto pytań, przy każdym pięć krateczek do zamalowania = 500 krateczek do zamalowania. Jestem pewna, że moje serce osiągnęło wtedy maksymalną ilość skurczów. Zdążyłam. W... dziesięć minut. Znajomi twierdzili, że ledwie wystarczyło im pół godziny. Zdałam... tak zwanymi czterema literami o poprzeczkę.

  Egzamin z anatomii. Szpilki, preparaty. Trzydzieści sekund na jeden preparat. Co to jest do cholery...?! Wiem! Jeszcze tylko strona... hm...prawa! Piszę: Sulcus tendinis musculi flexoris hallucis longi dex. Z pośpiechu gubię litery. Piszę prawie w biegu, w drodze do kolejnego stanowiska. Zapominam że po jednej godzinie snu w nocy powinnam być teraz nieprzytomna. 

Lista z wynikami mnie nie zaskoczyła. Brakuje punktu do tego aby zdać. Mam dość. Chcę zrezygnować ze studiów. Ryczę do telefonu gdy mama dzwoni. Mam serdecznie dość!

2009-07-27

Pierwsze spotkanie z OBCYM

W pogoni za wiedzą:) W pogoni za wiedzą:)

Pierwszy rok. Pierwsze prosektorium. Kości. Ludzkie.  Dotykam. Dziwnie się czuję. Stwierdzam brak czegoś co zwie się obrzydzeniem.

Zastępstwo. Asystentka dość miła. Rozpoczyna odpytywanie. Trochę przeczytałam. Ha! Znam odpowiedź. Ale jestem bossska :]  

-          Jeszcze nie raz będziecie pewni, że tego wszystkiego nie można się nauczyć. Szczególnie w momencie gdy dostaniecie do ręki czaszkę. A później przyjdzie „głowa i szyja”. Przez całe studia będą was dopadały same wątpliwości. Ale będziecie bardzo szczęśliwi, gdy wreszcie nauczycie się anatomii.

-          Eee tam. – myślę – Nauczę się. Będę chirurgiem. Jak to mówią, wszystko jest dla ludzi. A może jednak nie... .

Czaszka. God :( Już po mnie. Wyrzucą mnie. TEGO SIĘ NIE DA NAUCZYĆ. NIE DA SIĘ!!! Ratunku!!! Kolega mnie pociesza że myśli tak samo. Świetnie. :) Nie jestem najgłupszą osobą na tym kierunku. :] Nie dam rady. Muszę mieć czaszkę, swoją własną. Yyy to znaczy swoją własną jeszcze mam (co do mózgu mam wątpliwości), ale muszę mieć czaszkę w moim posiadaniu. Zdobyłam. Połamana; trudno, jakoś to będzie. Kolokwium z kości. Ocena dobra. :) Później było już tylko gorzej... .

  Wchodzę. Co za smród! Formalina „wierci” w nosie i szczypie w oczy. W słojach mózgi ludzkie... całe i w kawałkach. Odważniejsi nurkują w słojach z formaliną i wydobywają organy. Feee. To przestaje być miłe. Dotykam. Ciężki, jak z gumy. Cool. :) I może jeszcze ktoś mi wmówi że to „coś” steruje moim całym organizmem i wszystkimi moimi myślami? Hahaha. Dobry żart. 

Kolokwium. Czekam na swoją kolej. Zadowolony Pan Jasiu od brudnej roboty sprząta prosektorium. Z uśmiechem na twarzy kładzie ogromną miskę na stole obok. Kolega zagląda pod szmatę którą jest przykryta. Głowa. Ludzka głowa. Robi mi się niedobrze. Spokojnie. Za chwilę kolokwium.

 Jakoś poszło. W grupie obok zdały dwie osoby. Dzięki Ci Boże za litościwego asystenta. :P Koniec. Wychodzimy. Wszystko mi jedno. Uczyłam się całą noc, zasypiam na stojąco. Z przerażeniem spoglądam na stół na którym leżą... zwłoki...LUDZKIE ZWŁOKI. Na granicy dwóch światów.

O mnie

rzekotka

rzekotka
Marzenie:

Chciałabym wyjechać na praktyki wakacyjne do Afryki. Wierzę, że są lekarze, którzy mimo braku nowoczesnego sprzętu świetnie radzą sobie w trudnych warunkach.

Tagi:

medycyna lekarz szpital pacjent konie muzyka

Adres bloga:
http://rzekotka.dlaniepokonanych.pl/ Kopiuj i rozsyłaj znajomym.

Zobacz inne blogi